poniedziałek, 28 czerwca 2010

Praca dla korporacji

Tak jak pisałem wcześniej w moim bogatym życiorysie był epizod, gdy pracowałem dla QXL przy tworzeniu między innymi serwisu cokupic.pl . Praca przyjemna od 8 - 16. Własne biurko, fotel komputer, skrzynka pocztowa (nadal aktywna a to już przeszło trzy lata tam nie pracuje :-), kubek i miejsce w hierarchii ważnych i mniej ważnych programistów...

Jednak stwierdziłem, że nie nadaje się do pracy w tak zróżnicowanym zespole. Staram się być perfekcjonistą jeśli chodzi o programowanie i nie znosze jak ktoś robi coś na odwal się. Niestety było tam trochę takich osób które do swojej pracy podchodziły w ten sposób: byle działało i podczas programowania i czytania stworzonego przez nich kody te dwa słowa byłī widoczne w każdej linijce kodu...

W programowaniu zespołowym każdy ma przydzielone pewne zadanie i powinien się z niego rozliczyć w ten sposób, żeby inni mogli korzystać z jego pracy. W pewnym momencie, kiedy wszyscy działaliśmy pod presją czasu (oficjalna premiera nowego serwisu) zaczęły wchodzić na światło dziennie błędy programistyczne członków naszego zespołu.

Byłem przekonany, że skoro wiadomo kto i co zawalił to zostaną wyciągnięte wobec takiej osoby jakieś konsekwencje, ale niestety tak się nie stało. Zamiast tego ja dostałem dodatkową porcje zadań do poprawienia "po kimś". Miało to też swoją dobrą stronę - w pełni opanowałem programowanie w Symfony, którego używam po dziś dzień...

Tak czy inaczej doszedłem do wniosku, że praca w korporacji nie jest dla mnie i zdecydowanie muszę poszukać czegoś innego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz